mgr inż. Witold Podgórski – wspomnienia

W ELWRO, a potem w Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów pracowałem w latach 1961-1985 jako laborant, młodszy konstruktor, konstruktor, starszy konstruktor, specjalista konstruktor, kierownik pracowni, kierownik zakładu i główny specjalista d/s układów elektronicznych.

Teoria i praktyka

Mój kontakt z informatyką rozpoczął się w roku 1955 w szkole średniej. Słysząc o istnieniu „mózgów elektronowych” zaprojektowałem sumator dwójkowy na przekaźnikach i za kierunek studiów obrałem Wydział Łączności. Ta wzorowana na ZSRR nazwa, została później zmieniona na Elektronikę. Byłem w pierwszej szóstce studentów, którzy na Politechnice Wrocławskiej studiowali „maszyny cyfrowe” (dziś zwane komputerami). W roku 1960, gdy rozpoczynałem piąty rok studiów, wyłoniono taką specjalizację z sekcji automatyki. Spełniły się moje młodzieńcze marzenia. W semestrze zimowym były tylko trzy godziny tygodniowo podzespołów i maszyn cyfrowych, trzy godziny maszyn analogowych, a sześć godzin układów przekaźnikowych. Jednak w semestrze letnim było już 13 godzin maszyn cyfrowych. Część zajęć odbywała się na terenie ELWRO, a jednym z wykładowców był mgr inż. J. Kunowski z ELWRO, wykładający architekturę logiczną ODRA 1001.

Na studiach tranzystory poznałem jedynie teoretycznie, jako wzmacniacze małych sygnałów. Żadnego jednak nie widziałem. Jeden podobno był w laboratorium, ale ktoś go spalił, nim przyszła moja kolej na to ćwiczenie. W 1961 r. uczestniczyłem w ogólnopolskiej konferencji naukowej, na której rozgorzał zacięty spór, które z maszyn liczących mają większą przyszłość, analogowe czy cyfrowe. Przedstawiciele obu dziedzin byli w równej liczbie i rozstrzygnięcia wtedy nie było.

Pracę magisterską opracowywałem w ELWRO, zatrudniony 10 października 1961 r. jako laborant, dzieląc pomieszczenie tylko z ODRA 1001. Nie została ona nigdy w pełni uruchomiona. Celem mojej pracy było zastąpienie w pamięci bębnowej ODRA 1001 układów lampowych tranzystorami. Polskich tranzystorów germanowych było tu już pod dostatkiem (zagraniczne były niedostępne), ale tylko dwóch typów: TG 2 i TG 52 (inne to odmiany selekcyjne) i z nich zrobiłem wzmacniacz zapisu do pamięci bębnowej. Przy okazji wykazałem, że przy zmianie konstrukcji głowiczki czytająco-piszącej możliwe będzie podniesienie gęstości zapisu z 3,5 do 7 bitów/mm.

Błędy początków

Znacznych trudności nastręczało początkowo nagranie ścieżki zegarowej (kilka tysięcy równo oddalonych impulsów bez końca). Gdy w ODRA 1001 sztuka ta wielokrotnie nie udała się, mój starszy kolega mgr inż. Stefan Zając wydrapując ścieżkę żyletką, skorygował na nośniku magnetycznym wadliwy impuls. Warstwę magnetyczną nanieśli koledzy na bęben malując go pędzlem i gołym okiem widać było skazy. Później opracowałem prostą i niezawodną metodę nagrywania takiej ścieżki.

Maszyna ODRA 1001 nie dała się uruchomić między innymi z powodu błędów pamięci. W czasie zapisu kasowana jest poprzednia informacja. Dostrzegłem, że kasowanie sięga o prawie cały bit dalej niż przewidziany zapis i zahacza o pierwszy bit następnego słowa.

W przyszłych pamięciach niezbędne były dwa, a nie jeden bit techniczny, a to wymagało zmian w gotowej już prawie strukturze logicznej ODRA 1003. Pamiętam długą rozmowę mgr Thanasisem Kamburelisem, niedowierzającym, że świeżo upieczony inżynier dostrzegł zjawisko wymagające zmian w krążących rejestrach maszyny synchronicznej z bębnem magnetycznym.

Pamięć bębnowa do ODRA 1003

W pierwszej skonstruowanej i produkowanej seryjnie w ELWRO maszynie cyfrowej ODRA 1003 pamięć bębnowa miała następujące parametry:

  • ilość głowic czytająco-piszących 64 szt.
  • głowice zegarowe i adresowe 2 pary
  • gęstość zapisu ok. 7 bitów/mm
  • pojemność pamięci 40 kB
  • częstotliwość zegara 230 kHz
  • średni czas dostępu 11 ms

Niech nikogo nie zwiedzie „wysoka” częstotliwość zegara. Była to maszyna szeregowa z sumatorem jednobitowym, a wykonanie najprostszej operacji trwało 0,7 ms. Była jednak wyposażona w rozkazy zmiennoprzecinkowe i takie właśnie dzielenie trwało „tylko” 8,3 ms. O szybkości pracy tego komputera decydował jednak czas dostępu do pamięci bębnowej. Do wykonania większości rozkazów potrzebne są dwa dostępy, oddzielnie po rozkaz i po argument, szybkość pracy wynosiła więc, niewiele ponad 50 operacji na sekundę.

Te dzisiaj mało imponujące osiągi, były jednak przełomem w porównaniu z mechanicznymi arytmometrami i ręcznym zapisywaniem. W Zarządzie Topograficznym Sztabu Generalnego, gdzie zainstalowaliśmy pierwszy prototyp ODRA 1003, mówiono mi, że wyrównanie siatki triangulacyjnej, sprowadzające się do rozwiązania układu 80-ciu równań liniowych trwa ręcznie dwa miesiące, a na komputerze dwie godziny. Do tego dochodziło wprowadzenie danych. Odpowiedni program napisali sobie sami użytkownicy, praktykując kilka miesięcy w ELWRO. „Pisanie” programu polegało na ustawieniu na klawiszach 39 bitów zawartości i 13 bitów adresu każdej komórki pamięci programu.

W tym czasie nie było żadnego systemu operacyjnego, ani żadnych języków programowania, a komputer potrafił tylko pisać na i czytać z dalekopisu oraz wczytać i wydziurkować taśmę papierową. Mimo to, już na pierwszym prototypie zaprogramowałem, przypomnianą przez tygodnik Przekrój grę marienbadzką. Chociaż sprowadzała się ona do samych cyferek, byli tacy, którzy spędzali przy niej wiele godzin próbując rozszyfrować algorytm lub chociażby wygrać, wiedząc, że ja rozszyfrowawszy algorytm zawsze wygrywam. Była to prawdopodobnie pierwsza gra komputerowa napisana w Polsce.

Algorytm rozszyfrowałem jeszcze na Studium Wojskowym w trakcie 2 – 3 godzin wykładu i okazało się, że jest wyjątkowo prosty w realizacji komputerowej, a jego sedno w uproszczeniu, można wyrazić w dwóch słowach. Więcej nie zdradzę, ale ostrzegam, że jeżeli nikt nie zainteresuje się tym algorytmem, to zabiorę go do grobu. ODRA 1003 mogła grać na 8 tysięcy rządków, po prawie bilion zapałek w każdym rządku. Łącznie 1000 kilometrów sześciennych zapałek. Do ich rozłożenia wystarczyłyby 3 Polski. Pozostawała tylko kwestia czasu odpowiedzi, poniżej godziny. Nikt ze znanych mi zwykłych graczy nie poradził sobie z łącznie 16 zapałkami w 4 rządkach.

Pamięć ferrytowa do ODRA 1013

Szybkość ODRA znacznie poprawiło dodanie niewielkiej pamięci na rdzeniach ferrytowych, widzianej jako dwie ścieżki na bębnie o znikomym czasie dostępu. Tak powstała ODRA 1013. W tej pamięci opracowałem samodzielnie wzmacniacz odczytu oraz określiłem sposób ustalania najbardziej niekorzystnej kratki do testowania.

Parametry pamięci były następujące:

  • pojemność pamięci 1,25 kB
  • czas dostępu ok. 1 µs

Pamięć miała szerokie marginesy poprawnej pracy i nie nastręczała trudności eksploatacyjnych. Wykorzystując rozkazy blokowego przepisywania między pamięciami do umieszczania danych w pamięci ferrytowej, można było wykonywać całe sekwencje rozkazów, pomijając czas dostępu do pamięci bębnowej.

Prace konstruktorskie prowadzone były w niewielkim zespole. Współpracowaliśmy, ale i rywalizowaliśmy wtedy, ze znacznie większym kadrowo Instytutem Maszyn Matematycznych w Warszawie. Kiedyś mój przełożony inż. JanMarkowski odwiedził ten instytut i został zapytany:
– Ilu elektroników w ELWRO zajmuje się pamięciami bębnowymi?
– Czterech.
– A ilu pamięciami ferrytowymi?
– Też czterech… Tych samych.
Byli to inżynierowie: Janusz Książek, Henryk Makuszewski, Heliodor Stanek i ja.

Rozwijające się ELWRO miało tak wielkie zapotrzebowanie na nowe opracowania konstrukcyjne, że przez kilkanaście lat wszystkie moje projekty trafiały do seryjnej produkcji. Wszelkie niedociągnięcia konstrukcyjne prowadziłyby do konieczności pomagania w produkcji lub później serwisowi.

Podwojenie gęstości

W połowie lat sześćdziesiątych rozpoczęto prace nad nową generacją maszyn cyfrowych ODRA 1204, a potem ODRA 1304. Wprawdzie zbudowane były z tranzystorów germanowych, ale sumator był już 24-ro bitowy, a pamięć operacyjna (dzisiejszy RAM) była już z prawdziwego zdarzenia w postaci pamięci ferrytowej, czyli na niewielkich pierścieniach magnetycznych. Konstrukcją tej pamięci zajmowałem się dorywczo, natomiast całkowicie samodzielnie opracowałem układy elektroniczne nowej pamięci bębnowej, która została sprowadzona do właściwej sobie roli pamięci zewnętrznej (dzisiejsze dyski twarde). Kilka lat później mój przełożony przyznał, że już w momencie powierzania mi opracowania tej konstrukcji uważano ją za nieperspektywiczną.

W nowej pamięci zastosowano bęben magnetyczny BW6 przejęty z warszawskiego IMM. Była to konstrukcja opracowana z udziałem specjalistów z dziedziny lotnictwa, bardzo dobra pod względem mechanicznym. Pod względem elektronicznym nie wnosiła jednak prawie nic nowego, o czym świadczy osiągana gęstość zapisu 8 – 9 bitów/mm. W ELWRO natomiast opanowana już była technologia nanoszenia na bęben cienkiej warstwy magnetycznej w postaci skrawania z mikronową dokładnością, na odpowiednio sztywnych tokarniach.
W tamtych latach nie był jeszcze ustalony sposób kodowania informacji na ruchomym nośniku magnetycznym, ani metoda rozszyfrowywania tej informacji z napięcia odczytu. W zachodniej literaturze pojawiały się doniesienia o różnych pomysłach w tej dziedzinie, a IMM zorganizował nawet na ten temat sympozjum, na którym analizowano stan wiedzy. Uczestniczący w sympozjum mgr inż. Andrzej Mroczek, ku swojemu zdziwieniu, usłyszał od przedstawiciela IMM, że: pierwszej pochodnej sygnału odczytu nie warto rozpatrywać, ponieważ impuls odczytu jest funkcją parzystą, a jego pochodna funkcją nieparzystą. Zdziwienie wynikało z faktu, że gotowy już był wtedy mój wzmacniacz odczytu wykorzystujący do deszyfracji informacji właśnie pierwszą pochodną sygnału odczytu. Zastosowane przeze mnie rozwiązanie wzmacniacza odczytu zostało również zastosowane we wszystkich światowych dyskach twardych, elastycznych i streamerach.

Jasne już wtedy dla mnie było, że o gęstości zapisu nie decyduje długość namagnesowanej przez głowicę plamki, a gradient pola magnetycznego na granicy schodzących spod głowicy zmian namagnesowania. Zastosowałem więc, mocny wzmacniacz zapisu, a Andrzej Mroczek opracował głowicę czytająco-piszącą o podwyższonej gęstości zapisu. Nasze wspólne wysiłki, wynikłe ze zrozumienia czasoprzestrzennych zjawisk mikroskopijnego układu głowica – nośnik, doprowadziły do kolejnego podwojenia gęstości zapisu (16 – 17 bitów/mm). Mimo to, nadal pozostał szeroki margines tej gęstości na odchyłki technologiczne. Mikroskopijne czółko głowiczki wykonywał pracownik ręcznie, na wyczucie, a odpad był znikomy. W roku 1968 zgłosiliśmy nasz wynalazek do Urzędu Patentowego i otrzymaliśmy patent P143045. Za wynalazek otrzymaliśmy maksymalną dopuszczalną ustawowo nagrodę.

W jednostce bębnowej był wirujący bęben oraz układy zapisu, odczytu i wybierania głowic. Niezależnie od ODRY, równolegle wykonywana była specjalna wersja jednostki bębnowej dla NRD różniąca się rozłożeniem informacji na ścieżkach.

Parametry pamięci były następujące:

  • ilość głowic czytająco-piszących 128 szt./bęben (plus 18-24 zapasowych)
  • głowice zegarowe i adresowe 2 pary/bęben
  • pojemność pamięci 192 kB/bęben
  • odległość głowicy od nośnika 22 µm
  • gęstość zapisu 16 – 17 bitów/mm (zależnie od wersji)
  • częstotliwość zegara 360 kHz
  • szybkość transmisji danych 38 kB/s.
  • średni czas dostępu 21 ms
  • stopa błędu 10 -10 bitu
  • temperatury pracy 15 – 35 C
  • szybkość zmian temperatury 5 C/h
  • wibracje transportowe 2 g (10 – 500 Hz)
  • wymiary każdej jednostki 1295x756x540 mm (wys. X szer. X głęb.)
  • waga jednostki bębnowej 130 kg
  • pobór mocy jednostki bębnowej 500 VA

Ilość informacji podana jest w bajtach, bo jest to dziś bardziej miarodajne. Tak naprawdę były to słowa 24-ro lub 16-to bitowe.

Eksport pamięci

W 1970 r. ruszyła seryjna produkcja tych pamięci. Być może były zbyt wrażliwe na zmiany temperatury i szoki mechaniczne, okazało się jednak, że są bardzo stabilne i niezawodne w pracy. Dzięki tym właściwościom pamięci bębnowe stały się wielkim przebojem eksportowym ELWRO prawie do końca lat siedemdziesiątych. Część eksportu stanowiło wyposażenie maszyn cyfrowych ODRA 1204 i ODRA 1304, które wysyłane były do niemal wszystkich krajów RWPG z ZSRR, Koreą i Wietnamem włącznie oraz do krajów trzeciego świata np. Egiptu czy Pakistanu.

Głównym jednak odbiorcą pamięci bębnowych był Robotron, NRD-owski odpowiednik ELWRO, stosujący do swoich komputerów początkowo jedynie same bębny, a później od 1974 r. jednostki bębnowe PB-204-2. Wraz z niemieckimi komputerami i innymi urządzeniami np. obrabiarkami sterowanymi numerycznie, jednostki bębnowe były reeksportowane do wielu krajów całego świata, w tym nawet do Japonii. W sumie Niemcy kupili znacznie ponad 1000 bębnów, a eksport był bardzo opłacalny, bo jedna jednostka bębnowa przynosiła około 3000$ czystego zysku. Z tych względów już po trzech latach produkcji i uzyskaniu 20 mln złotych efektów ekonomicznych nasz wynalazek został wpisany do Księgi Czynów i Osiągnięć Nauki Polskiej.

Początek współpracy z ICL

W czerwcu 1967 r., wraz z mgr Thanasisem Kamburelisem i mgr inż. Bronisławem Piwowarem, byłem w Wielkiej Brytanii w pierwszej technicznej delegacji rozpoczynającej współpracę z ICL. Z Polski zabrałem specjalny film o wysokiej rozdzielczości i wykorzystaliśmy go w hotelu do kopiowania elementów dokumentacji. Dokumentacji logicznej nie kopiowaliśmy, gdyż nasza ODRA 1304 miała być mikroprogramowana z założenia, a więc całkowicie inna niż seria ICL 1900. Kopiowanie nie na wiele się zdało, gdyż całą dokumentację przekazano później ELWRO w ramach umowy.

Delegacja była z przygodami. Po krótkiej wizycie w kwaterze głównej ICL w Londynie, pojechaliśmy do Manchesteru, by spotkać się tam z konstruktorami. Na dworcu pomieszaliśmy się z jakąś dużą i bardzo ważną delegacją, również z Polski, dzięki czemu umieszczono nas w luksusowym hotelu w centrum. Pod koniec trzeciego dnia pracy z konstruktorami, przyszedł opiekujący się nami jegomość i powiedział, że następnego dnia rano musimy być w Londynie i tam też są specjaliści. W Londynie przyszedł do nas najpierw młody Hindus i zaczął opowiadać coś, co było na pierwszych stronach każdego podręcznika ICL (przed wyjazdem dysponowaliśmy już ogólnymi opisami). Kamburelis przerwał mu i zadał pytanie. W odpowiedzi usłyszał, że na to pytanie może odpowiedzieć tylko inny specjalista. Przyszedł chyba Szwed, ale Kamburelis nie pozwolił mu mówić, tylko zadał pytanie. Tym razem usłyszeliśmy, że dowiedzieć się tego możemy tylko w Manchesterze. Następnego dnia byliśmy tam z powrotem, ale już w skromnym hoteliku i niepięknej dzielnicy.

ELWRO przejęło od ICL bardzo bogate oprogramowanie maszyn cyfrowych serii 1900 łącznie z najlepszym wówczas na świecie systemem operacyjnym George 3. System ten mógł wykonywać wiele zadań równocześnie optymalizując pracę urządzeń zewnętrznych chyba nie gorzej niż Windows XP. By wykorzystać to oprogramowanie powstała seria maszyn cyfrowych ODRA 1300. Nie była to kopia maszyn ICL 1900, a jedynie jej funkcjonalny odpowiednik, chociaż nie tak rozbudowany jak największe komputery ICL. Doświadczony zespół konstruktorów wprowadził nowatorskie rozwiązania, dzięki czemu ODRA 1305 przez całe lata była najlepszym, produkowanym komercyjnie, komputerem od Łaby po Kamczatkę i dorównywała średniej klasy komputerom IBM.

Był to kolejny przebój eksportowy ELWRO, głównie do ZSRR. ELWRO produkowało te komputery również w wersji wojskowej, odporne na arktyczne mrozy, upały zwrotnikowych pustyń, wilgotność równikowych dżungli, tudzież wstrząsy i wibracje wszelkich rodzajów transportu oraz jazdę w transporterze opancerzonym pod obstrzałem. W tych komputerach żaden z elementów nie mógł być kupiony na zachodzie; tylko wyjątkowo nie były one polskie.

Sterownik PDS-325

Nasza pracownia pod kierunkiem Andrzeja Mroczka, z udziałem Anny Biernackiej, Zbigniewa Orkusza i moim, opracowała na układach scalonych małej skali integracji (520 szt.) jednostkę sterującą pamięci dyskowej PDS-325. Weszła ona do produkcji w roku 1975. Początkowo jednostka ta była dostosowana do jednostek dyskowych ICL, ale z ZSRR szło już nowe w postaci Jednolitego Systemu „Riad” i jednostkę sterującą trzeba było dostosować do jednostek dyskowych typu IBM, zapewniając jednak wymienność dysków z formatem ICL.

Parametry pamięci były następujące:

  • ilość jednostek sterujących w szafce 1 lub 2
  • ilość jedn. dysk. podłączonych do sterow. 1 – 8
  • pojemność zestawu (8 jedn. dysk.) 64 Mznaków 6-cio bitowych (48 MB)
  • maksymalna szybkość transmisji danych 208 Kznaków/s (156 KB/s)
  • średni czas dostępu 40 ms
  • gęstość zapisu 30 – 43 bitów/mm (zależnie od ścieżki)
  • temperatury pracy 5 – 40 C
  • wibracje transportowe 2 g (20 Hz)
  • pobór mocy jednostki sterującej 1 kVA
  • wymiary jednostki sterującej 1250x800x510 mm ( wys. X szer. X głęb.)
  • waga jednostki sterującej 120 kg

W tamtych czasach odwiedziłem stoisko ELWRO na Targach Poznańskich. Nasza teletransmisja (mgr inż. Krzysztofa Konopackiego) i jej oprogramowanie (dziś internet) były już tak sprawne, że na ODRA 1305 zainstalowanej w Poznaniu mogłem swobodnie pracować, nie dostrzegając niemal, że korzystam moich zbiorów (dziś plików) składowanych na taśmach magnetycznych w pomieszczeniu ODRY znajdującej się we Wrocławiu. Problem polegał jedynie na tym, by w którejś z ręcznych wówczas central międzymiastowych, telefonistka nie zapytała modemów „mówi się?” i rozłączyła je. Praca możliwa była tylko na dzierżawionych stałych łączach.

W roku 1977 w pracowni mgr inż. Janusza Książka samodzielne zajmowałem się układami elektronicznymi pamięci domenowej na podłożach z kryształu granatu, a następnie pamięciami na pręcikach platerowanych materiałem magnetycznym. Ta druga pamięć była bardzo szybka i słaby sygnał odczytu wymagał specjalnej konstrukcji wzmacniacza, gdyż dostępne tranzystory miały podobną częstotliwość graniczną. W obu tych pamięci pamięciach wstępowały trudności technologiczne z wykonaniem nośników informacji. Wkrótce pojawiły się układy scalone dużej skali integracji i wyparły powyższe pamięci z użytku, spychając je w niepamięć.

Czas na mikrokomputery

Gdy pojawiły się mikroprocesory – a w 1981 r. odniósł sukces mikrokomputer Sinclair ZX81 – wszyscy cyfrowi elektronicy zrozumieli, że mogą skonstruować komputer u siebie w garażu. Powstały setki typów komputerów z bardzo skromnym oprogramowaniem (często tylko prosty BASIC) i niewymiennym z innymi komputerami. Na ten mikrokomputer też napisałem grę przywiezioną przez serwisantów ELWRO z Egiptu pod nazwą „kałach”, nadal pojawiającą się do dziś pod innymi nazwami. Sprowadzała się ona też tylko do cyferek, a w moim programie komputerek nie starał się wygrać z partnerem, a dorównywać mu, co podnosiło atrakcyjność gry. Komputerek podawał ciągle i dokładnie poziom umiejętności obydwojga.

Chociaż wkrótce IBM ustami jednego z dyrektorów zapowiedział, że „wyczyści rynek mikrokomputerów żelazną szczotką” w Polsce również rozpoczęła się radosna twórczość, w której i ja brałem udział. W niewielkiej poznańskiej firmie Ameprod, w kilkuosobowym zespole kierowanym przez byłego pracownika ELWRO mgr inż. Wojciecha Lipko skonstruowano mikrokomputer, a ja po pracy w IKSAiP, opracowałem do niego sterownik dysku twardego. Był on zbudowany na układach scalonych małej (32 szt.), średniej (24 szt.) i dużej (3 szt., pamięć buforowa) skali integracji i był całkowicie oryginalny. Mały komputerek o 8-mio bitowym mikroprocesorze został wyposażony w pamięć o parametrach:

  • pojemność pamięci 13,5 MB
  • średni czas dostępu 130 ms
  • pobierana moc 60 W
  • wymiary 240x408x173 mm
  • waga 4 kg

Jeden z egzemplarzy tego sterownika był wykorzystywany przez kilka lat Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów.

Co po ELWRO?

W roku 1983 IBM ogłosił „Technical Reference, Personal Computer XT” oparty na 16-to bitowym mikroprocesorze Intela. Microsoft miał już DOS-a. Po prawie 25-latach skończyły się dla mnie polskie komputery, a zaczęła się era PC-tów. Od 1985 r. zająłem się tymi komputerami – początkowo w firmach polonijnych, gdzie to poznałem wielu użytkowników PC-tów, a następnie we własnej „firmie”, do założenie której namówił mnie Balcerowicz. Wykonałem kilka projektów, głównie dla wyższych uczelni, podłączenia aparatury elektronicznej do PC-ta. Prace obejmowały zaprojektowanie i wykonanie płytki wkładanej do komputera oraz napisanie czegoś w rodzaju BIOSa obsługującego tę płytkę, a przez nią aparaturę pomiarową. Wkrótce jednak Balcerowicz ogłosił politykę trudnego pieniądza i uczelnie zaczęły liczyć każdy grosz. Wtedy zająłem się programowaniem.

W tym czasie prawie całe ELWRO zostało zrównane z ziemią i zajęte przez inne budynki, także przez parking oraz cmentarz. Przed laty nie znalazłem w tamtym terenie nawet śladu naszego baraczku, a później byłem świadkiem wyrywania z ziemi ostatnich fragmentów fundamentów budynku produkcyjnego. Na miejscu dawnego ELWRO pochowaliśmy już jednego z naszych dyrektorów dr inż. Andrzeja Zasadę, a kilka lat później Andrzeja Mroczka. Niedawno w Kanadzie spoczęła Anna Biernacka; uczestniczka w konstrukcji PDS-325, a do emerytury kierowniczka Działu Normalizacji ELWRO. Cześć ich pamięci i pamięci naszej informatyki!

mgr inż. Wojciech Lipko – wspomnienia

Dzięki uprzejmości Pani Anity Lipko, córki Pana Wojciecha, oraz wnuka Mateusza, możecie Państwo przeczytać wspomnienia oraz obejrzeć unikatowe zdjęcia z przebiegu pracy zawodowej. Za podesłanie materiału i możliwość jego publikacji na mojej stronie serdecznie dziękuje. Zapraszam do lektury.

Pan Wojciech Lipko studia na Wydziale Łączności Politechniki Wrocławskiej ukończył w 1964 roku. Życiorys zawodowy Pana Wojciecha, związany z informatyką, składa się z dwóch etapów:

I etap: od 1 lutego 1965 r. do 31 października 1983 r. (17 lat, 9 miesięcy) we Wrocławskich Zakładach Elektronicznych ELWRO Wrocław oraz w Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów we Wrocławiu.

II etap od 1 listopada 1983 r. do 15 października 1992 r. (9 lat) w Przedsiębiorstwie Polonijno–Zagranicznym Ameprod, Przedsiębiorstwie Polonijno–Zagranicznym Alma Poznań.

Te dwa etapy to 28 lat intensywnej pracy w rozwoju maszyn cyfrowych, komputerów, systemów komputerowych, mikrokomputerów oraz w II etapie wielu wdrożeń oprogramowania użytkowego na terenie całej Polski, opracowanego przez prowadzony przez Pana Wojciecha zespół w okresie pracy w Przedsiębiorstwie Polonijno–Zagranicznym Ameprod i Alma.

Poniżej możecie Państwo przeczytać wspomnienia Pana Wojciecha z przebiegu pracy zawodowej.

W Elwro zatrudniony byłem od 01.02.1965 r. do 31.10.1983 r., a więc prawie 18 lat, na następujących stanowiskach:

– od 01.02.1965 inż. ds. Eksploatacji Maszyn Cyfrowych
– od 15.08.1966 Kierownik Sekcji Eksploatacji Maszyn Matematycznych
– od 01.04.1968 Kierownik Oddziału Eksploatacji Wstępnej
– od 01.01.1969 Kierownik Sekcji Eksploatacji Elektronicznych Maszyn Cyfrowych w OBR
– od 01.05.1974 Kierownik Zakładu Eksploatacji i Wdrożeń Systemów Komputerowych
– od 01.06.1976 Kierownik Zakładu Uruchomień i Wdrożeń Pilotowych Systemów Komputerowych w OBR a następnie Instytucie
– od 01.12.1979 Główny Konstruktor Przedsiębiorstwa

Tamte czasy pozostawiły w mojej pamięci wiele wspaniałych przeżyć zawodowych. Do fabryki przechodziliśmy prawie automatycznie po studiach, niosąc ze sobą zapał i chęć poznawania nowych technik. W związku z tym przeniosła się wspaniała atmosfera, która towarzyszyła nam przez okres studiów i kilkuletniego wspólnego mieszkania w akademiku T-2 przy placu Grunwaldzkim we Wrocławiu.

Spotkania na Uczelni, wykłady, ćwiczenia, egzaminy u różnych – pod względem temperamentu i podejścia do studentów – pracowników naukowych, tworzyły wspólną historię naszych późniejszych życiorysów zawodowych. Zacierały się z czasem lata, w których opuszczaliśmy mury uczelni a twarda i ciekawa rzeczywistość fabryczna konsolidowała zespoły. Jak wielu z nas, również i ja przychodząc do pracy, trafiłem do środowiska ludzi znanych mi i bliskich. Wchodząc do fabryki czułem, że wsiadam do łodzi, która ruszyła bardzo szybko. Nikt z nas nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, jak gwałtownie rozwinie się przemysł elektroniczny. Każdy dzień wnosił coś nowego, ciekawego, ale zarazem trudniejszego niż dni poprzednie. Atmosfera taka bardzo odpowiadała mojemu charakterowi i podejściu do życia.

mgr inż. Wojciech Lipko podczas uruchamiania komputera Odra 1003.

Etap I mojej pracy zawodowej w Elwro dzielił się na rozdziały, które wytyczane były początkowo kolejnymi maszynami cyfrowymi, tworzonymi w WZE Elwro:

Maszyna cyfrowa UMC–1
Maszyna cyfrowa Odra 1003, Odra 1013
Maszyna cyfrowa Odra 1204
Maszyna cyfrowa Odra 1304
Maszyna cyfrowa Odra 1305, Odra 1325
Maszyna cyfrowa R-34 Riad

Techniczne przedstawicielstwo Elwro na Stany Zjednoczone (prowadzone równolegle z pełnieniem funkcji Kierownika Zakładu).
Brak dewiz na importowane materiały do produkcji w Elwro był przyczyną nawiązania kooperacji z firmami amerykańskimi. Współpraca ta odbywała się za pośrednictwem polsko–amerykańskiej firmy UNITRONEX Corp. w Chicago. Kilka lat dzieliłem między Polską, a Stanami Zjednoczonymi. Pełniłem funkcję przedstawiciela Elwro na USA, co wiązało się z częstymi pobytami w USA. Moja ówczesna praca zawodowa przebiegała według ustalonego schematu. Około miesiąca przebywałem w delegacji w Stanach przeznaczając ten czas na wizyty u wszystkich potencjalnych kooperantów, wyszukanych wcześniej przez handlowców Unitronexu, zapoznanie się z proponowanymi nam do kooperacji wyrobami, ich parametrami technicznymi, technologicznymi i atestami, jakie muszą spełniać, aby mogły być wprowadzone na rynek amerykański, np. UL-Listed. Potencjalni partnerzy znajdowali się praktycznie na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do kraju, zapoznawałem kadrę konstrukcyjną, technologiczną i produkcyjną z możliwościami wdrożenia do produkcji poszczególnych wyrobów. Musieliśmy wykonać własną dokumentację i wzory, następnie wycenić.
Z tak przygotowanymi ofertami kilku lub kilkunastu różnych wyrobów wracałem do USA, aby przekonać stronę amerykańską, że nasze produkty lub podzespoły są atrakcyjniejsze od innych ofert producentów amerykańskich. Po takiej procedurze dochodziło do zawarcia kontraktu i następowało uruchomienie produkcji w Elwro.

Rozmowy w Biurze Handlu Zagranicznego (BHZ) Elwro z dyrektorem Lisowskim.

Elwro wprowadzone zostało do kooperacji z np. General Electric w zakresie produkcji pakietów i innych podzespołów. W czasie pobytu w Kalifornii w Dolinie Krzemowej w firmie Trans America, poznałem pana Woźniaka i grupę jego konstruktorów, którzy przygotowywali nowe rozwiązania mikrokomputerowe w nieosiągalnych wówczas u nas technologiach. Efektem ich pracy było powstanie mikrokomputerów „Apple”. Znajomość z grupą pana Woźniaka uświadomiła mi, jak szybko następuje rozwój technologii w naszej branży. Fakt ten miał olbrzymie znaczenie dla mojego dalszego życia zawodowego. Uświadomiłem sobie wówczas, jak mało mamy czasu na wprowadzenie do produkcji równolegle do systemów Riad i Odra mikrokomputerów, co stwarzałoby naturalny rozwój systemów i sieci komputerowej, a jednocześnie nowej grupy tzw. personalnych komputerów (PC).

Stanowisko Głównego Konstruktora Przedsiębiorstwa, które mi powierzono 1.12.1979 r., spowodowało oprócz bieżących prac zaangażowanie we wdrażanie wymienionych w punkcie 7 kooperacji na rynek amerykański. Życie moje obfitowało wówczas w wiele ciekawych i trudnych sytuacji merytorycznych i organizacyjnych.
Przemiany polityczne w tamtych czasach, emocje przeżywane w kilkutysięcznym społeczeństwie fabryki służyć by mogły jako scenariusz do filmu.

Chcąc przekazać w ramach życiorysu zawodowego Początki Polskiej Informatyki, postaram się w sposób uporządkowany przedstawić ważniejsze i ciekawsze informacje o tamtych czasach.

Początki mojej pracy zawodowej sięgają uruchomień lampowych maszyn cyfrowych UMC–1. W dwóch dużych szafach jednostki centralnej znajdowały się panele z pakietami logiki wykonanej wówczas jeszcze w technice lampowej. W związku z tym, że pakiety miały duże wymiary, sieć okablowania paneli była grubą warstwą przewodów na wysokości około dwóch metrów i długości około trzech metrów.

Uruchamianie logiki odbywało się za pomocą oscyloskopu i dużej ilości dokumentacji również niemałych gabarytów. We wnętrzu UMC–1 było bardzo gorąco – tak z emocji, jak temperatury bijącej od olbrzymich rozmiarów zasilaczy. Urządzeniem do komunikowania się z UMC–1 był dalekopis z perforatorem i czytnikiem taśmy papierowej.

Pamiętam pewne zdarzenie z tamtego okresu. Którejś nocy w trakcie uruchamiania (dnia niejednokrotnie nam brakowało) zamarliśmy z przerażenia po wybuchu, jaki nastąpił wewnątrz jednostki centralnej. Okazało się, że eksplodował olbrzymi kondensator w zasilaczu. Incydent ten spowodował konieczność długiego wietrzenia pomieszczenia, a wymiana kondensatora wewnątrz plątaniny okablowania zasilacza zajęła nam sporo czasu. W dalszej karierze zawodowej dzięki rozwojowi technologii nigdy już nie zetknąłem się z tak gwałtowną reakcją sprzętu.

Równolegle z produkcją UMC–1 w Biurze Konstrukcyjnym prowadzone były prace nad konstrukcją maszyn cyfrowych Odra 1003, wykonanych w technice półprzewodnikowej. Technologia układów tranzystorowych spowodowała, że gabaryty maszyny cyfrowej znacznie się zmniejszyły. Zasilacze były już rozmiarów, które nie budziły grozy i we wnętrzu Odry, otwartym do uruchamiania, widać było gołym okiem postęp technologiczny.

ODRA 1013 gotowa do uruchomienia.

Partnerem przy uruchomieniach Odry oprócz oscyloskopu, dokumentacji, był przyrząd do sprawdzania pakietów PSP–03. Uruchomienia wymagały poszczególne bloki funkcjonalne:
– pakiety arytmometru i sterowania
– pakiety zasilacza napięć impulsowych
– zasilacz napięć stałych
– zasilacz napięć impulsowych
– układy zegarowe i okresowe
– pamięć bębnowa
– pamięć ferrytowa mc. Odra 1013
– sterowanie
– układy stałego przecinka
– układy zmiennoprzecinkowe
– układy zapisu i odczytu pamięci bębnowej
– układy wejście – wyjście
– dalekopis „Lorenz” LO 150
– czytnik taśmy papierowej FC-11
– perforator taśmy papierowej Facit – PE 1500.

Po skompletowaniu w jednostce centralnej wstępnie uruchomionych pakietów, powstawały kolejne zadania do rozwiązania.

Podstawą uruchomienia było np. sprawdzanie przy pomocy oscyloskopów pracy układów zegarowych i adresowych w różnych punktach maszyny cyfrowej Odra oraz umiejętność regulacji w wypadku nieprawidłowości kształtów impulsów i ich strojenia, np. w kontakcie z pamięcią bębnową oraz pamięcią ferrytową. Każdy egzemplarz Odry, schodzący z montażu, wymagał indywidualnego podejścia przy uruchomieniu. Płytki pakietów obwodami drukowanymi i zamontowanymi:tranzystorami, opornikami, kondensatorami, tworzącymi maszynę cyfrową, były wprawdzie mniejsze gabarytowo od pakietów z techniki lampowej, ale przy uruchomieniu stwarzały również wiele niespodzianek.

Patrząc u progu trzeciego tysiąclecia na technologię z lat 60., trudne do wyobrażenia są problemy z tamtych pionierskich czasów. W ogóle niewyobrażalnym jest obecnie fakt np. uruchomienia algorytmu operacji zmiennoprzecinkowych lub stałoprzecinkowych. Musieliśmy w owych czasach posiadać bardzo szczegółową wiedzę o algorytmach i ich realizacji w układach logiki maszyny cyfrowej.

Później, kiedy szkoliliśmy obsługi techniczne maszyn cyfrowych jednym z ćwiczeń było uruchamianie układów zmiennoprzecinkowych i układów stałoprzecinkowych. Takie i inne bardzo szczegółowe tematy z logiki maszyn cyfrowych prowadzone były na ćwiczeniach laboratoryjnych.

Opracowywane były wówczas podręczniki, np. „Zbiór instrukcji laboratoryjnych Odra 1013”.

Podręcznik wydany był we Wrocławiu w lutym 1967 r. Zespołem redakcyjnym, w którym uczestniczyłem, kierował prof. dr inż. Jerzy Bromirski.

Problemy rozwiązywane na etapie uruchamiania modeli i serii prototypowych, dały mi olbrzymi kapitał wiedzy i doświadczenia, które mogłem wykorzystać w późniejszej pracy. Wiele miałem możliwości sprawdzenia swoich doświadczeń w kraju i zagranicą, wszędzie tam, gdzie docierały Odry 1003 i 1013. Pierwsze uruchamiania i wdrożenia nastąpiły w NRD – w Lipsku, Berlinie i Poczdamie, w Czechosłowacji – w Kraolec Kralovem i Brnie, na Węgrzech – w Budapeszcie i Miskolcu.

W tamtych czasach równolegle do pracy w Elwro uczestniczyłem przez kilka lat jako wykładowca, a potem – kierownik kursów dla użytkowników naszych maszyn cyfrowych, organizowanych przez Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Kadr Technicznych NOT. Uczestniczyłem, na zlecenie NOT, w opracowaniach dokumentacji laboratoryjnej i szkoleniowej dla Odry 1013 i Odry 1204. Opracowywałem, również na zlecenie NOT, program ramowy i szczegółowy zakresu obsługi technicznej Odra 1304. Zwykle po obiedzie stołówkowym w Elwro zamiast jechać z żoną Krystyną do domu do córek, Beaty i Anity, jechałem do NOT na ul. Świerczewskiego na zajęcia szkoleniowe, które trwały niejednokrotnie do godz. 22.00.

Aktywne życie zawodowe powodowało dużą popularność w ówczesnym świecie ludzi związanych z maszynami cyfrowymi (wtedy jeszcze nie używaliśmy słowa „komputer”). Miło było mi po latach spotykać byłych uczniów, często starszych ode mnie, pracujących na różnych wysokich stanowiskach w ośrodkach obliczeniowych w Polsce i poza jej granicami, pamiętających tygodnie spędzone wspólnie na salach wykładowych i laboratorium maszyn cyfrowych.

Początkowa produkcja seryjna maszyny cyfrowej Odra 1003 znacznie wyprzedziła zaplecze produkcyjne pamięci bębnowej i czytników taśmy papierowej. Pamiętam, jak brakowało pamięci bębnowej a miałem uruchomić na sali 15 zestawów maszyny cyfrowej Odra 1003 przy jednej sztuce pamięci bębnowej. Produkcja pamięci bębnowej opóźniała się, gdyż były to bardzo trudne nowe procesy technologiczne i koledzy, zajmujący się bezpośrednio tym zagadnieniem, pracowali non-stop. Nic nie zmieniło faktu, że uruchomienia i odbiory Odra 1003 nie mogły być zahamowane. Pracowaliśmy więc bez przerwy, koledzy padali ze zmęczenia. Osobiste zainteresowanie dyrektora Rylskiego bardzo nas mobilizowało. Dyrektor odwiedzał nas często na sali I piętra nowego budynku produkcyjnego, gdzie były zlokalizowane i uruchamiane Odry. Cel był jeden: tyle bębnów ile maszyn cyfrowych i oczywiście pracujących, tak aby sprzedać, bo założony plan był niepodważalny.

Uruchamialiśmy Odry po kolei, przenosząc jeden bęben z maszyny do maszyny. Dyrektor Rylski przychodził i sprawdzał, dodając nam otuchy, a jednocześnie, w miarę napływu pamięci bębnowej liczyliśmy, czy ilość bębnów odpowiada ilościom Odr, gdyż dopiero wówczas można było przekazać skompletowany zestaw mc Odra do odbioru przez dział kontroli.

Uruchomienie ODRA 1003. Zespół uruchomieniowy Oddziału Eksploatacji Wstępnej Maszyn Cyfrowych. Wojciech Lipko na pierwszym planie w koszuli w paski.

Równolegle z tematem bębnów pojawił się problem „Gwoździa”. A jak to było?

Pracowaliśmy non-stop już od kilku tygodni. Zakład, który prowadziłem, zlokalizowany był w nowym budynku w pięknej, nowoczesnej sali uruchomień, która była oddzielona od produkcji i zamykana na noc. Pewnego dnia, po przyjściu rano do pracy, dowiedziałem się, że po północy wizytował nas dyrektor Rylski. Była to wizyta kontrolna: ile maszyn? ile bębnów? czy wykonamy plan? Wizyty dyrektora były częste, ale pora tym razem zaskoczyła ekipę z III zmiany. Zdawkowy meldunek kolegi Mariana Gwoździa przyjąłem do wiadomości. Zanim jednak sprawdziłem, jaki był postęp prac na trzeciej zmianie, otrzymałem telefon z sekretariatu Dyrektora Naczelnego, zapraszający mnie na rozmowę. Zabrałem więc wszystkie materiały potrzebne do sprawozdania ze stanu uruchamiania. Dyrektor Rylski przywitał mnie jak zwykle bardzo uprzejmie, jednak z jego twarzy wyczytałem, że coś się szykuje. W trakcie bardzo miłej relacji Dyrektora Naczelnego dowiedziałem się, jak naprawdę wyglądała sytuacja w nocy. Idąc wzdłuż przeszklonych ścian sali, dyrektor widział, że część Odr pracuje i dlatego na sali powinna być obsługa. Pukanie jednak do zamkniętych drzwi sali trwało zbyt długo. Zrezygnowany Dyrektor odchodził, wówczas zza jednej z maszyn wyłoniła się pomału jakaś postać w długiej koszuli i z nakryciem na głowie. Można sobie wyobrazić reakcję Dyrektora, zważywszy tak późną porę (było już po północy)… Duże opanowanie Dyrektora, znane nam od zawsze, nie zawiodło i tym razem – stawił czoła bardzo dziwnej postaci, relacjonującej stosunek ilości bębnów (pamięci) do ilości Odr. Sytuacja ta była dziwna, gdyż postać w takim stroju nie była spotykana w scenerii najnowszych technologii. Epizod powyższy spowodował, że historia nocnej wizyty dyrektora i relacje kolegi Mariana Gwoździa przeszły do historii jako połączenie „Gwoździa z bębnem w Odrze”.

Uruchomienie maszyny cyfrowej ODRA 1204 w Zakładzie Eksploatacji i Wdrożeń Systemów Komputerowych.

Wraz z kolejnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi Odry 1204 i 1304 na początku 1974 roku powierzono mi stanowisko kierownika Zakładu Eksploatacji i Wdrożeń Systemów Komputerowych. Pojawiło się już pojęcie systemów komputerowych jako zbiorów wielu urządzeń zewnętrznych sterowanych maszynami cyfrowymi o fantastycznych możliwościach oprogramowania systemowego i użytkowego. Współpraca rozpoczęta z angielską firmą ICL stworzyła nam szansę dokonania skoku technologicznego i w bardzo krótkim czasie stworzenia oprogramowania użytkowego na światowym poziomie.

Postawiono przed WZE Elwro zadanie wykonania serii komputerów Odra 1300 kompatybilnej z rodziną komputerów ICL 1900. W zadaniach tych uczestniczyłem przez 6 lat do 1 grudnia 1979 roku. Rozwój sprzętu komputerowego spowodował powstanie pojęcia Pilotowych Systemów Komputerowych (PSK). Tematyką tą zajmowałem się od początku w powierzonych mi komórkach organizacyjnych w Elwro, a później IKSAiP we Wrocławiu. Konieczne wówczas było zapoznanie szerszego środowiska z tymi zagadnieniami i opisanie ich w prasie merytorycznej.

Umową o dzieło z 02.08.1976 r. Instytut Maszyn Matematycznych w Warszawie zlecił mi opracowanie autorskiego artykułu pt. „Pilotowe systemy komputerowe Odra i Riad” przeznaczonego do publikacji w ETO – Nowości nr ½ 1976. Pragnę, opierając się na fragmentach opracowania, przybliżyć czytelnikom ówczesne problemy. Na wstępie należy przedstawić realizację tych prac w ramach całego Mera-Elwro, w tym Biura Generalnych Dostaw, Pionu Produkcji Mera – Elwro oraz BHZ Elwro. Tak szerokie kręgi tego działania wymagane były ze względu na wprowadzenie do systemów pilotowych urządzeń zewnętrznych, produkcji polskiej oraz z importu.

Co to jest pilotowy system komputerowy?

W chwili wykonania modelu nowego typu jednostki centralnej i wyposażenia go w minimalny zestaw urządzeń zewnętrznych powstaje konfiguracja sprzętu, która jest bazą dla nowej serii komputerów. Po uruchomieniu i przebadaniu konfiguracji bazowej uruchamiane są i badane nowe elementy systemu, tj. dodatkowe bloki pamięci operacyjnej, nowe urządzenia wejścia/wyjścia, pamięci zewnętrzne, monitory ekranowe i sprzęt teleprzetwarzania.

Konfigurację bazową wyposażoną w maksymalną na danym etapie rozwoju konstrukcji pamięć operacyjną oraz różne typy urządzeń wraz z testami i systemem operacyjnym nazywamy pilotowym systemem komputerowym. Służy on konstruktorom systemów, którzy wspólnie z opracowującymi poszczególne urządzenia specjalistami w zakresie testów i systemów operacyjnych, wyjaśniają i usuwają wszystkie nieprawidłowości pracy systemu, doprowadzając go do pełnej sprawności użytkowej. Poprawność wykonania wszystkich prac jest udokumentowana przez specjalistów kontroli jakości, którzy uczestniczą w ostatniej fazie prac wdrożeniowych. Pozytywna ocena badań umożliwia przekazanie dokumentacji konstrukcyjnej technologom w celu uruchomienia produkcji.

Założenia pilotowych systemów komputerowych Odra 1305 i Odra 1325

Seria komputerów Odra 1300 jest zgodna z serią maszyn cyfrowych ICL 1900, akceptuje pełną listę rozkazów serii ICL 1900 oraz zachowuje standard połączeń pomiędzy jednostką centralną a urządzeniami zgodny ze standardem ICL.

Etapy wdrożenia pilotowych systemów:

I – Uzyskanie akceptacji oprogramowania technicznego i systemowego mc ICL serii 1900 przez konfigurację lokalną, Odra 1300, w której wszystkie urządzenia peryferyjne oraz pamięci zewnętrzne były produkowane w kraju.

Pilotowy system ODRA 1304 przed badaniem przez Komisję Państwową.

II – Rozbudowanie powstałych w pierwszym etapie konfiguracji lokalnych o lokalne urządzenia z importu, np. pamięci dyskowe, monitory ekranowe lokalne oraz sprzęt teleprzetwarzania ICL oparty zarówno na skanerze ICL 7930, jak i na procesorze komunikacyjnym ICL 7903.

Pozytywne zakończenie tych prac potwierdziło w pełni zgodność techniczną i programową mc ICL serii 1900 z maszynami Odra serii 1300.

Użytkownicy komputerów Odra 1305 otrzymali sprzęt, który może pracować z systemem George 3, co stworzyło praktyczne warunki do wykorzystania wysokich parametrów i walorów technicznych jednostki centralnej Odra 1305.

III – Stworzenie systemu realizującego wszystkie możliwości pracy wymienione w etapie drugim, całkowicie opartego na sprzęcie produkcji krajowej i krajów socjalistycznych. Dotyczy to głównie monitorów ekranowych i sprzętu teleprzetwarzania. Zakłady Mera – Elwro starają się w jak najkrótszym czasie wdrożyć w systemach pilotowych monitory ekranowe lokalne z Mera – Elzab oraz zdalne urządzenia końcowe produkowane przez Mera – Błonie. Zakupy licencyjne dokonane przez w/w zakłady, umożliwiły uzupełnienie systemów Odra 1305 i Odra 1325, znajdujących się już u odbiorców o urządzenia rozszerzające możliwości pracy już zainstalowanego sprzętu.

Założenia pilotowych systemów komputerowych R-32 i EC-1032

R-32, pierwszy polski komputer serii RIAD zachowuje jednolitą architekturę logiczną z maszynami Jednolitego Systemu, opracowanymi w ramach RWPG. W związku z tym istnieją możliwości tworzenia systemów komputerowych R-32 wykorzystujących dorobek w zakresie urządzeń zewnętrznych i pamięci dyskowych wszystkich krajów socjalistycznych. Stan taki pozwoli zaspokoić potrzeby użytkowników w zakresie zastosowań systemów R-32.

Prace wdrożeniowe przy pilotowym systemie komputerowym R-32 zmierzają w trzech kierunkach:

– rozwój pamięci operacyjnej
– rozbudowa systemu o urządzenia lokalne i pamięci zewnętrzne
–rozbudowa systemu o sprzęt teleprzetwarzania

Na każdym etapie przeprowadzane są wszystkie konieczne prace programowe dotyczące testów diagnostycznych i systemów operacyjnych.

Rozwój pamięci operacyjnej odbywa się przez dołączanie dodatkowych szaf pamięci, skonstruowanych i wykonanych w Mera–Elwro.

Po technicznym połączeniu i przetestowaniu następuje badanie sprawności całego systemu pilotowego w pełnej konfiguracji pod kontrolą systemów operacyjnych przez zadania z zakresu oprogramowania użytkowego.

Kompletowanie systemu pilotowego dokonywane jest m.in. przez dostawę urządzeń lokalnych i pamięci zewnętrznych przez Zakłady Zjednoczenia Mera, np. Błonie, Elzab oraz producentów z krajów socjalistycznych. Tak więc:

– pamięci dyskowe 8x106bajtów i 30×106 bajtów sprowadzane są z Bułgarii;
– urządzenia kartowe – czytniki i perforatory kart sprowadzane są z Czechosłowacji;
– drukarki wierszowe i konsole monitora oparte na mechanizmie DZM-180 wykonuje Mera–Błonie;
– pamięci taśmowe PT-3M wykonuje Meramat;
– czytnik i perforatory taśmy papierowej oraz monitory ekranowe – Mera–Elzab.

Urządzenia sprowadzane do OBR uruchamiane są przez grupy specjalistów, którzy na pilotowym systemie R-32 rozwiązują wszystkie problemy, doprowadzając system do pełnej sprawności użytkowej. W efekcie tych prac powstają ewentualne zalecenia zmian w konstrukcji jednostki centralnej, jak również w innych urządzeniach. W najbliższym czasie planowane jest rozpoczęcie uruchamiania sprzętu teleprzetwarzania w systemie pilotowym.

Jak można wnioskować z powyższego opracowania, kompletacja, uruchamianie i wdrażanie Pilotowych Systemów Komputerowych Odra i Riad prowadzone były na bardzo szeroką skalę. Wprawdzie rozszerzyłem trochę mój życiorys zawodowy o dane techniczne realizowanych tematów, ale uważam, że warto było uzupełnić obraz tamtych czasów, w których powstawały Początki Polskiej Informatyki.

Sale komputerowe znajdowały się na parterze biurowca Elwro przy ulicy Ostrowskiego. Należało uruchomić sprzęt, przetestować, uruchomić pod systemami operacyjnymi i na oprogramowaniu użytkowym. Tempo prac musiało nadążać za schodzącymi z produkcji maszynami cyfrowymi, przeznaczonymi dla kolejnych odbiorców, stawiających coraz wyższe wymagania. Różne dziedziny zastosowań systemów komputerowych niosły z sobą konieczność włączania coraz to nowych typów urządzeń zewnętrznych (wykazy sprzętu znajdują się na rys. 2,3,4).

Bardzo dużym przeżyciem były badania prowadzone przez Komisję Państwową, którym poddano Pilotowy System Komputerowy Odra 1304 na kompatybilność z oprogramowaniem użytkowym ICL pod systemem George 3.

Komisji państwowej przewodniczył docent Marczyński, a w składzie Komisji znajdował się m.in. docent Marek Greniewski.

Pilotowy system ODRA1304 przed badaniem przez Komisję Państwową.

Badania poprzedzone były wyjazdami do ICL Manchester i ICL Londyn, gdzie z zespołami logików i programistów wyjaśnialiśmy rozbieżności w realizacji logiki naszych maszyn z ICL. ICL nie przekazał w odpowiednim czasie istotnych szczegółów, bez wyjaśnienia których nie było możliwości uzyskania pracy Odry pod systemem George 3. Po pozytywnym odbiorze odetchnęliśmy z ulgą, a przed Odrą 1304 otworzyły się kolejne możliwości zastosowań i sprzedaży również na rynki zagraniczne. W grupach uczestniczących w rozwiązywaniu tego i innych zagadnień brali udział między innymi: Thanazis Kamburelis, Stanisław Lepetow, Edmund Szajer, Adam Urbanek, Alicja Kuberska, Józef Moszyński, Piotr Klemienowski, Maria Horwat, Witold Podgórski, Zofia Gajek, Anna Tabor.

Powierzone mi 1 grudnia 1979 r. stanowisko Głównego Konstruktora spowodowało znaczne rozszerzenie zakresu odpowiedzialności i problematyki. Okres ten obejmował początki powstawania w Elwro systemów mikrokomputerowych Elwro 500 i Elwro 800:
– Elwro 500 zaprojektowany był w oparciu o układy mikroprocesorowe serii MCY 7880. Programy użytkowe realizowane były w językach: ZIM, BASIC, ASSEMBLER.
– Elwro 800 zaprojektowany był w oparciu o szesnastobitowy mikroprocesor 8086 i koprocesor 8087.

Jednym z ważniejszych tematów było przygotowanie do produkcji kalkulatorów Elwro 330 z drukarką. Kalkulatory przygotowywano do produkcji eksportowej na rynek amerykański według uzgodnień poczynionych w czasie moich wyjazdów do USA.

Okres pracy w Elwro przyniósł mi również wiele wyróżnień udokumentowanych, które bardzo sobie cenię. Do ważniejszych zaliczę:
– wyróżnienie Rektora Politechniki Wrocławskiej za udział w realizacji badań naukowych z dnia 14.10.1979 r.
– wyróżnienie II i I stopnia Kierownika WZE Elwro
– certyfikaty ze szkoleń w firmach: ICL Anglia, FACIT-HALDA Szwecja, BASF Niemcy.