mgr inż. Witold Podgórski – wspomnienia

W ELWRO, a potem w Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów pracowałem w latach 1961-1985 jako laborant, młodszy konstruktor, konstruktor, starszy konstruktor, specjalista konstruktor, kierownik pracowni, kierownik zakładu i główny specjalista d/s układów elektronicznych.

Teoria i praktyka

Mój kontakt z informatyką rozpoczął się w roku 1955 w szkole średniej. Słysząc o istnieniu „mózgów elektronowych” zaprojektowałem sumator dwójkowy na przekaźnikach i za kierunek studiów obrałem Wydział Łączności. Ta wzorowana na ZSRR nazwa, została później zmieniona na Elektronikę. Byłem w pierwszej szóstce studentów, którzy na Politechnice Wrocławskiej studiowali „maszyny cyfrowe” (dziś zwane komputerami). W roku 1960, gdy rozpoczynałem piąty rok studiów, wyłoniono taką specjalizację z sekcji automatyki. Spełniły się moje młodzieńcze marzenia. W semestrze zimowym były tylko trzy godziny tygodniowo podzespołów i maszyn cyfrowych, trzy godziny maszyn analogowych, a sześć godzin układów przekaźnikowych. Jednak w semestrze letnim było już 13 godzin maszyn cyfrowych. Część zajęć odbywała się na terenie ELWRO, a jednym z wykładowców był mgr inż. J. Kunowski z ELWRO, wykładający architekturę logiczną ODRA 1001.

Na studiach tranzystory poznałem jedynie teoretycznie, jako wzmacniacze małych sygnałów. Żadnego jednak nie widziałem. Jeden podobno był w laboratorium, ale ktoś go spalił, nim przyszła moja kolej na to ćwiczenie. W 1961 r. uczestniczyłem w ogólnopolskiej konferencji naukowej, na której rozgorzał zacięty spór, które z maszyn liczących mają większą przyszłość, analogowe czy cyfrowe. Przedstawiciele obu dziedzin byli w równej liczbie i rozstrzygnięcia wtedy nie było.

Pracę magisterską opracowywałem w ELWRO, zatrudniony 10 października 1961 r. jako laborant, dzieląc pomieszczenie tylko z ODRA 1001. Nie została ona nigdy w pełni uruchomiona. Celem mojej pracy było zastąpienie w pamięci bębnowej ODRA 1001 układów lampowych tranzystorami. Polskich tranzystorów germanowych było tu już pod dostatkiem (zagraniczne były niedostępne), ale tylko dwóch typów: TG 2 i TG 52 (inne to odmiany selekcyjne) i z nich zrobiłem wzmacniacz zapisu do pamięci bębnowej. Przy okazji wykazałem, że przy zmianie konstrukcji głowiczki czytająco-piszącej możliwe będzie podniesienie gęstości zapisu z 3,5 do 7 bitów/mm.

Błędy początków

Znacznych trudności nastręczało początkowo nagranie ścieżki zegarowej (kilka tysięcy równo oddalonych impulsów bez końca). Gdy w ODRA 1001 sztuka ta wielokrotnie nie udała się, mój starszy kolega mgr inż. Stefan Zając wydrapując ścieżkę żyletką, skorygował na nośniku magnetycznym wadliwy impuls. Warstwę magnetyczną nanieśli koledzy na bęben malując go pędzlem i gołym okiem widać było skazy. Później opracowałem prostą i niezawodną metodę nagrywania takiej ścieżki.

Maszyna ODRA 1001 nie dała się uruchomić między innymi z powodu błędów pamięci. W czasie zapisu kasowana jest poprzednia informacja. Dostrzegłem, że kasowanie sięga o prawie cały bit dalej niż przewidziany zapis i zahacza o pierwszy bit następnego słowa.

W przyszłych pamięciach niezbędne były dwa, a nie jeden bit techniczny, a to wymagało zmian w gotowej już prawie strukturze logicznej ODRA 1003. Pamiętam długą rozmowę mgr Thanasisem Kamburelisem, niedowierzającym, że świeżo upieczony inżynier dostrzegł zjawisko wymagające zmian w krążących rejestrach maszyny synchronicznej z bębnem magnetycznym.

Pamięć bębnowa do ODRA 1003

W pierwszej skonstruowanej i produkowanej seryjnie w ELWRO maszynie cyfrowej ODRA 1003 pamięć bębnowa miała następujące parametry:

  • ilość głowic czytająco-piszących 64 szt.
  • głowice zegarowe i adresowe 2 pary
  • gęstość zapisu ok. 7 bitów/mm
  • pojemność pamięci 40 kB
  • częstotliwość zegara 230 kHz
  • średni czas dostępu 11 ms

Niech nikogo nie zwiedzie „wysoka” częstotliwość zegara. Była to maszyna szeregowa z sumatorem jednobitowym, a wykonanie najprostszej operacji trwało 0,7 ms. Była jednak wyposażona w rozkazy zmiennoprzecinkowe i takie właśnie dzielenie trwało „tylko” 8,3 ms. O szybkości pracy tego komputera decydował jednak czas dostępu do pamięci bębnowej. Do wykonania większości rozkazów potrzebne są dwa dostępy, oddzielnie po rozkaz i po argument, szybkość pracy wynosiła więc, niewiele ponad 50 operacji na sekundę.

Te dzisiaj mało imponujące osiągi, były jednak przełomem w porównaniu z mechanicznymi arytmometrami i ręcznym zapisywaniem. W Zarządzie Topograficznym Sztabu Generalnego, gdzie zainstalowaliśmy pierwszy prototyp ODRA 1003, mówiono mi, że wyrównanie siatki triangulacyjnej, sprowadzające się do rozwiązania układu 80-ciu równań liniowych trwa ręcznie dwa miesiące, a na komputerze dwie godziny. Do tego dochodziło wprowadzenie danych. Odpowiedni program napisali sobie sami użytkownicy, praktykując kilka miesięcy w ELWRO. „Pisanie” programu polegało na ustawieniu na klawiszach 39 bitów zawartości i 13 bitów adresu każdej komórki pamięci programu.

W tym czasie nie było żadnego systemu operacyjnego, ani żadnych języków programowania, a komputer potrafił tylko pisać na i czytać z dalekopisu oraz wczytać i wydziurkować taśmę papierową. Mimo to, już na pierwszym prototypie zaprogramowałem, przypomnianą przez tygodnik Przekrój grę marienbadzką. Chociaż sprowadzała się ona do samych cyferek, byli tacy, którzy spędzali przy niej wiele godzin próbując rozszyfrować algorytm lub chociażby wygrać, wiedząc, że ja rozszyfrowawszy algorytm zawsze wygrywam. Była to prawdopodobnie pierwsza gra komputerowa napisana w Polsce.

Algorytm rozszyfrowałem jeszcze na Studium Wojskowym w trakcie 2 – 3 godzin wykładu i okazało się, że jest wyjątkowo prosty w realizacji komputerowej, a jego sedno w uproszczeniu, można wyrazić w dwóch słowach. Więcej nie zdradzę, ale ostrzegam, że jeżeli nikt nie zainteresuje się tym algorytmem, to zabiorę go do grobu. ODRA 1003 mogła grać na 8 tysięcy rządków, po prawie bilion zapałek w każdym rządku. Łącznie 1000 kilometrów sześciennych zapałek. Do ich rozłożenia wystarczyłyby 3 Polski. Pozostawała tylko kwestia czasu odpowiedzi, poniżej godziny. Nikt ze znanych mi zwykłych graczy nie poradził sobie z łącznie 16 zapałkami w 4 rządkach.

Pamięć ferrytowa do ODRA 1013

Szybkość ODRA znacznie poprawiło dodanie niewielkiej pamięci na rdzeniach ferrytowych, widzianej jako dwie ścieżki na bębnie o znikomym czasie dostępu. Tak powstała ODRA 1013. W tej pamięci opracowałem samodzielnie wzmacniacz odczytu oraz określiłem sposób ustalania najbardziej niekorzystnej kratki do testowania.

Parametry pamięci były następujące:

  • pojemność pamięci 1,25 kB
  • czas dostępu ok. 1 µs

Pamięć miała szerokie marginesy poprawnej pracy i nie nastręczała trudności eksploatacyjnych. Wykorzystując rozkazy blokowego przepisywania między pamięciami do umieszczania danych w pamięci ferrytowej, można było wykonywać całe sekwencje rozkazów, pomijając czas dostępu do pamięci bębnowej.

Prace konstruktorskie prowadzone były w niewielkim zespole. Współpracowaliśmy, ale i rywalizowaliśmy wtedy, ze znacznie większym kadrowo Instytutem Maszyn Matematycznych w Warszawie. Kiedyś mój przełożony inż. JanMarkowski odwiedził ten instytut i został zapytany:
– Ilu elektroników w ELWRO zajmuje się pamięciami bębnowymi?
– Czterech.
– A ilu pamięciami ferrytowymi?
– Też czterech… Tych samych.
Byli to inżynierowie: Janusz Książek, Henryk Makuszewski, Heliodor Stanek i ja.

Rozwijające się ELWRO miało tak wielkie zapotrzebowanie na nowe opracowania konstrukcyjne, że przez kilkanaście lat wszystkie moje projekty trafiały do seryjnej produkcji. Wszelkie niedociągnięcia konstrukcyjne prowadziłyby do konieczności pomagania w produkcji lub później serwisowi.

Podwojenie gęstości

W połowie lat sześćdziesiątych rozpoczęto prace nad nową generacją maszyn cyfrowych ODRA 1204, a potem ODRA 1304. Wprawdzie zbudowane były z tranzystorów germanowych, ale sumator był już 24-ro bitowy, a pamięć operacyjna (dzisiejszy RAM) była już z prawdziwego zdarzenia w postaci pamięci ferrytowej, czyli na niewielkich pierścieniach magnetycznych. Konstrukcją tej pamięci zajmowałem się dorywczo, natomiast całkowicie samodzielnie opracowałem układy elektroniczne nowej pamięci bębnowej, która została sprowadzona do właściwej sobie roli pamięci zewnętrznej (dzisiejsze dyski twarde). Kilka lat później mój przełożony przyznał, że już w momencie powierzania mi opracowania tej konstrukcji uważano ją za nieperspektywiczną.

W nowej pamięci zastosowano bęben magnetyczny BW6 przejęty z warszawskiego IMM. Była to konstrukcja opracowana z udziałem specjalistów z dziedziny lotnictwa, bardzo dobra pod względem mechanicznym. Pod względem elektronicznym nie wnosiła jednak prawie nic nowego, o czym świadczy osiągana gęstość zapisu 8 – 9 bitów/mm. W ELWRO natomiast opanowana już była technologia nanoszenia na bęben cienkiej warstwy magnetycznej w postaci skrawania z mikronową dokładnością, na odpowiednio sztywnych tokarniach.
W tamtych latach nie był jeszcze ustalony sposób kodowania informacji na ruchomym nośniku magnetycznym, ani metoda rozszyfrowywania tej informacji z napięcia odczytu. W zachodniej literaturze pojawiały się doniesienia o różnych pomysłach w tej dziedzinie, a IMM zorganizował nawet na ten temat sympozjum, na którym analizowano stan wiedzy. Uczestniczący w sympozjum mgr inż. Andrzej Mroczek, ku swojemu zdziwieniu, usłyszał od przedstawiciela IMM, że: pierwszej pochodnej sygnału odczytu nie warto rozpatrywać, ponieważ impuls odczytu jest funkcją parzystą, a jego pochodna funkcją nieparzystą. Zdziwienie wynikało z faktu, że gotowy już był wtedy mój wzmacniacz odczytu wykorzystujący do deszyfracji informacji właśnie pierwszą pochodną sygnału odczytu. Zastosowane przeze mnie rozwiązanie wzmacniacza odczytu zostało również zastosowane we wszystkich światowych dyskach twardych, elastycznych i streamerach.

Jasne już wtedy dla mnie było, że o gęstości zapisu nie decyduje długość namagnesowanej przez głowicę plamki, a gradient pola magnetycznego na granicy schodzących spod głowicy zmian namagnesowania. Zastosowałem więc, mocny wzmacniacz zapisu, a Andrzej Mroczek opracował głowicę czytająco-piszącą o podwyższonej gęstości zapisu. Nasze wspólne wysiłki, wynikłe ze zrozumienia czasoprzestrzennych zjawisk mikroskopijnego układu głowica – nośnik, doprowadziły do kolejnego podwojenia gęstości zapisu (16 – 17 bitów/mm). Mimo to, nadal pozostał szeroki margines tej gęstości na odchyłki technologiczne. Mikroskopijne czółko głowiczki wykonywał pracownik ręcznie, na wyczucie, a odpad był znikomy. W roku 1968 zgłosiliśmy nasz wynalazek do Urzędu Patentowego i otrzymaliśmy patent P143045. Za wynalazek otrzymaliśmy maksymalną dopuszczalną ustawowo nagrodę.

W jednostce bębnowej był wirujący bęben oraz układy zapisu, odczytu i wybierania głowic. Niezależnie od ODRY, równolegle wykonywana była specjalna wersja jednostki bębnowej dla NRD różniąca się rozłożeniem informacji na ścieżkach.

Parametry pamięci były następujące:

  • ilość głowic czytająco-piszących 128 szt./bęben (plus 18-24 zapasowych)
  • głowice zegarowe i adresowe 2 pary/bęben
  • pojemność pamięci 192 kB/bęben
  • odległość głowicy od nośnika 22 µm
  • gęstość zapisu 16 – 17 bitów/mm (zależnie od wersji)
  • częstotliwość zegara 360 kHz
  • szybkość transmisji danych 38 kB/s.
  • średni czas dostępu 21 ms
  • stopa błędu 10 -10 bitu
  • temperatury pracy 15 – 35 C
  • szybkość zmian temperatury 5 C/h
  • wibracje transportowe 2 g (10 – 500 Hz)
  • wymiary każdej jednostki 1295x756x540 mm (wys. X szer. X głęb.)
  • waga jednostki bębnowej 130 kg
  • pobór mocy jednostki bębnowej 500 VA

Ilość informacji podana jest w bajtach, bo jest to dziś bardziej miarodajne. Tak naprawdę były to słowa 24-ro lub 16-to bitowe.

Eksport pamięci

W 1970 r. ruszyła seryjna produkcja tych pamięci. Być może były zbyt wrażliwe na zmiany temperatury i szoki mechaniczne, okazało się jednak, że są bardzo stabilne i niezawodne w pracy. Dzięki tym właściwościom pamięci bębnowe stały się wielkim przebojem eksportowym ELWRO prawie do końca lat siedemdziesiątych. Część eksportu stanowiło wyposażenie maszyn cyfrowych ODRA 1204 i ODRA 1304, które wysyłane były do niemal wszystkich krajów RWPG z ZSRR, Koreą i Wietnamem włącznie oraz do krajów trzeciego świata np. Egiptu czy Pakistanu.

Głównym jednak odbiorcą pamięci bębnowych był Robotron, NRD-owski odpowiednik ELWRO, stosujący do swoich komputerów początkowo jedynie same bębny, a później od 1974 r. jednostki bębnowe PB-204-2. Wraz z niemieckimi komputerami i innymi urządzeniami np. obrabiarkami sterowanymi numerycznie, jednostki bębnowe były reeksportowane do wielu krajów całego świata, w tym nawet do Japonii. W sumie Niemcy kupili znacznie ponad 1000 bębnów, a eksport był bardzo opłacalny, bo jedna jednostka bębnowa przynosiła około 3000$ czystego zysku. Z tych względów już po trzech latach produkcji i uzyskaniu 20 mln złotych efektów ekonomicznych nasz wynalazek został wpisany do Księgi Czynów i Osiągnięć Nauki Polskiej.

Początek współpracy z ICL

W czerwcu 1967 r., wraz z mgr Thanasisem Kamburelisem i mgr inż. Bronisławem Piwowarem, byłem w Wielkiej Brytanii w pierwszej technicznej delegacji rozpoczynającej współpracę z ICL. Z Polski zabrałem specjalny film o wysokiej rozdzielczości i wykorzystaliśmy go w hotelu do kopiowania elementów dokumentacji. Dokumentacji logicznej nie kopiowaliśmy, gdyż nasza ODRA 1304 miała być mikroprogramowana z założenia, a więc całkowicie inna niż seria ICL 1900. Kopiowanie nie na wiele się zdało, gdyż całą dokumentację przekazano później ELWRO w ramach umowy.

Delegacja była z przygodami. Po krótkiej wizycie w kwaterze głównej ICL w Londynie, pojechaliśmy do Manchesteru, by spotkać się tam z konstruktorami. Na dworcu pomieszaliśmy się z jakąś dużą i bardzo ważną delegacją, również z Polski, dzięki czemu umieszczono nas w luksusowym hotelu w centrum. Pod koniec trzeciego dnia pracy z konstruktorami, przyszedł opiekujący się nami jegomość i powiedział, że następnego dnia rano musimy być w Londynie i tam też są specjaliści. W Londynie przyszedł do nas najpierw młody Hindus i zaczął opowiadać coś, co było na pierwszych stronach każdego podręcznika ICL (przed wyjazdem dysponowaliśmy już ogólnymi opisami). Kamburelis przerwał mu i zadał pytanie. W odpowiedzi usłyszał, że na to pytanie może odpowiedzieć tylko inny specjalista. Przyszedł chyba Szwed, ale Kamburelis nie pozwolił mu mówić, tylko zadał pytanie. Tym razem usłyszeliśmy, że dowiedzieć się tego możemy tylko w Manchesterze. Następnego dnia byliśmy tam z powrotem, ale już w skromnym hoteliku i niepięknej dzielnicy.

ELWRO przejęło od ICL bardzo bogate oprogramowanie maszyn cyfrowych serii 1900 łącznie z najlepszym wówczas na świecie systemem operacyjnym George 3. System ten mógł wykonywać wiele zadań równocześnie optymalizując pracę urządzeń zewnętrznych chyba nie gorzej niż Windows XP. By wykorzystać to oprogramowanie powstała seria maszyn cyfrowych ODRA 1300. Nie była to kopia maszyn ICL 1900, a jedynie jej funkcjonalny odpowiednik, chociaż nie tak rozbudowany jak największe komputery ICL. Doświadczony zespół konstruktorów wprowadził nowatorskie rozwiązania, dzięki czemu ODRA 1305 przez całe lata była najlepszym, produkowanym komercyjnie, komputerem od Łaby po Kamczatkę i dorównywała średniej klasy komputerom IBM.

Był to kolejny przebój eksportowy ELWRO, głównie do ZSRR. ELWRO produkowało te komputery również w wersji wojskowej, odporne na arktyczne mrozy, upały zwrotnikowych pustyń, wilgotność równikowych dżungli, tudzież wstrząsy i wibracje wszelkich rodzajów transportu oraz jazdę w transporterze opancerzonym pod obstrzałem. W tych komputerach żaden z elementów nie mógł być kupiony na zachodzie; tylko wyjątkowo nie były one polskie.

Sterownik PDS-325

Nasza pracownia pod kierunkiem Andrzeja Mroczka, z udziałem Anny Biernackiej, Zbigniewa Orkusza i moim, opracowała na układach scalonych małej skali integracji (520 szt.) jednostkę sterującą pamięci dyskowej PDS-325. Weszła ona do produkcji w roku 1975. Początkowo jednostka ta była dostosowana do jednostek dyskowych ICL, ale z ZSRR szło już nowe w postaci Jednolitego Systemu „Riad” i jednostkę sterującą trzeba było dostosować do jednostek dyskowych typu IBM, zapewniając jednak wymienność dysków z formatem ICL.

Parametry pamięci były następujące:

  • ilość jednostek sterujących w szafce 1 lub 2
  • ilość jedn. dysk. podłączonych do sterow. 1 – 8
  • pojemność zestawu (8 jedn. dysk.) 64 Mznaków 6-cio bitowych (48 MB)
  • maksymalna szybkość transmisji danych 208 Kznaków/s (156 KB/s)
  • średni czas dostępu 40 ms
  • gęstość zapisu 30 – 43 bitów/mm (zależnie od ścieżki)
  • temperatury pracy 5 – 40 C
  • wibracje transportowe 2 g (20 Hz)
  • pobór mocy jednostki sterującej 1 kVA
  • wymiary jednostki sterującej 1250x800x510 mm ( wys. X szer. X głęb.)
  • waga jednostki sterującej 120 kg

W tamtych czasach odwiedziłem stoisko ELWRO na Targach Poznańskich. Nasza teletransmisja (mgr inż. Krzysztofa Konopackiego) i jej oprogramowanie (dziś internet) były już tak sprawne, że na ODRA 1305 zainstalowanej w Poznaniu mogłem swobodnie pracować, nie dostrzegając niemal, że korzystam moich zbiorów (dziś plików) składowanych na taśmach magnetycznych w pomieszczeniu ODRY znajdującej się we Wrocławiu. Problem polegał jedynie na tym, by w którejś z ręcznych wówczas central międzymiastowych, telefonistka nie zapytała modemów „mówi się?” i rozłączyła je. Praca możliwa była tylko na dzierżawionych stałych łączach.

W roku 1977 w pracowni mgr inż. Janusza Książka samodzielne zajmowałem się układami elektronicznymi pamięci domenowej na podłożach z kryształu granatu, a następnie pamięciami na pręcikach platerowanych materiałem magnetycznym. Ta druga pamięć była bardzo szybka i słaby sygnał odczytu wymagał specjalnej konstrukcji wzmacniacza, gdyż dostępne tranzystory miały podobną częstotliwość graniczną. W obu tych pamięci pamięciach wstępowały trudności technologiczne z wykonaniem nośników informacji. Wkrótce pojawiły się układy scalone dużej skali integracji i wyparły powyższe pamięci z użytku, spychając je w niepamięć.

Czas na mikrokomputery

Gdy pojawiły się mikroprocesory – a w 1981 r. odniósł sukces mikrokomputer Sinclair ZX81 – wszyscy cyfrowi elektronicy zrozumieli, że mogą skonstruować komputer u siebie w garażu. Powstały setki typów komputerów z bardzo skromnym oprogramowaniem (często tylko prosty BASIC) i niewymiennym z innymi komputerami. Na ten mikrokomputer też napisałem grę przywiezioną przez serwisantów ELWRO z Egiptu pod nazwą „kałach”, nadal pojawiającą się do dziś pod innymi nazwami. Sprowadzała się ona też tylko do cyferek, a w moim programie komputerek nie starał się wygrać z partnerem, a dorównywać mu, co podnosiło atrakcyjność gry. Komputerek podawał ciągle i dokładnie poziom umiejętności obydwojga.

Chociaż wkrótce IBM ustami jednego z dyrektorów zapowiedział, że „wyczyści rynek mikrokomputerów żelazną szczotką” w Polsce również rozpoczęła się radosna twórczość, w której i ja brałem udział. W niewielkiej poznańskiej firmie Ameprod, w kilkuosobowym zespole kierowanym przez byłego pracownika ELWRO mgr inż. Wojciecha Lipko skonstruowano mikrokomputer, a ja po pracy w IKSAiP, opracowałem do niego sterownik dysku twardego. Był on zbudowany na układach scalonych małej (32 szt.), średniej (24 szt.) i dużej (3 szt., pamięć buforowa) skali integracji i był całkowicie oryginalny. Mały komputerek o 8-mio bitowym mikroprocesorze został wyposażony w pamięć o parametrach:

  • pojemność pamięci 13,5 MB
  • średni czas dostępu 130 ms
  • pobierana moc 60 W
  • wymiary 240x408x173 mm
  • waga 4 kg

Jeden z egzemplarzy tego sterownika był wykorzystywany przez kilka lat Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów.

Co po ELWRO?

W roku 1983 IBM ogłosił „Technical Reference, Personal Computer XT” oparty na 16-to bitowym mikroprocesorze Intela. Microsoft miał już DOS-a. Po prawie 25-latach skończyły się dla mnie polskie komputery, a zaczęła się era PC-tów. Od 1985 r. zająłem się tymi komputerami – początkowo w firmach polonijnych, gdzie to poznałem wielu użytkowników PC-tów, a następnie we własnej „firmie”, do założenie której namówił mnie Balcerowicz. Wykonałem kilka projektów, głównie dla wyższych uczelni, podłączenia aparatury elektronicznej do PC-ta. Prace obejmowały zaprojektowanie i wykonanie płytki wkładanej do komputera oraz napisanie czegoś w rodzaju BIOSa obsługującego tę płytkę, a przez nią aparaturę pomiarową. Wkrótce jednak Balcerowicz ogłosił politykę trudnego pieniądza i uczelnie zaczęły liczyć każdy grosz. Wtedy zająłem się programowaniem.

W tym czasie prawie całe ELWRO zostało zrównane z ziemią i zajęte przez inne budynki, także przez parking oraz cmentarz. Przed laty nie znalazłem w tamtym terenie nawet śladu naszego baraczku, a później byłem świadkiem wyrywania z ziemi ostatnich fragmentów fundamentów budynku produkcyjnego. Na miejscu dawnego ELWRO pochowaliśmy już jednego z naszych dyrektorów dr inż. Andrzeja Zasadę, a kilka lat później Andrzeja Mroczka. Niedawno w Kanadzie spoczęła Anna Biernacka; uczestniczka w konstrukcji PDS-325, a do emerytury kierowniczka Działu Normalizacji ELWRO. Cześć ich pamięci i pamięci naszej informatyki!